Rano,w sobotę obudził mnie dźwięk telefonu. Szybko odblokowałam ekran i otworzyłam wiadomość od nieznajomego numeru:
"hej.Twoja koleżanka dała mi wczoraj numer do Ciebie więc pomyślałem że skorzystam-masz jakieś plany na dzisiejszy dzień? Justin :)"
Gdy przeczytałam sms'a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.' może dowiem się o nim czegoś więcej' pomyślałam. Szybko zbiegłam na dół do pokoju rodziców.
-Mamo,mamo!-obudziłam ją.
-Hej słonko.-posłała mi ciepły uśmiech.
-Co dzisiaj robimy?
-Chyba nic, dlaczego pytasz?
-Mogę iść z...-zacięłam się.-...koleżanką gdzieś?-uśmiechnęłam się.
-Oczywiście, tylko zadzwoń jak się dowiesz gdzie idziecie,ok ?
-Dobrze.-wyszłam uradowana. Byłam tylko ciekawa, co miał na myśli pisząc "masz jakieś plany?"
Odpisałam:
"Nie mam. Dlaczego pytasz? ;3 "
po chwili dostałam odpowiedź:
"A wiesz nie mam co robić, może gdzieś wyskoczymy? "
szybko napisałam:
" spoko." - nie zdążyłam jeszcze odłożyć kiedy 'nieznajomy numer' czyli Justin zadzwonił do mnie.
-Halo?-odebrałam niepewnie.
-Cześć. Czyli że mam po ciebie przyjechać czy jak?-powiedział na jednym oddechu.
-N-n-nie wiem.
-Przyjadę, bo nie chce mi się iść, jeśli to ci nie robi różnicy.-zaśmiał się.
-Dobra, ale gdzie i o której będziesz ?
-Nie wiem, gdzieś na pewno. Będę za godzinę ???
-Okej.-przycisnęłam czerwoną słuchawkę.
Szybko ubrałam na siebie ulubiony zestaw : czarną koszulę bez rękawów w małe krzyże, postrzępione szorty, czarne creepersy. Na czubku głowy zrobiłam coś na podobieństwo koka i na koniec założyłam lenonki. Gotowa zeszłam na dół, napić się przed wyjściem. Zanim zdążyłam cokolwiek nalać do szklanki ktoś zapukał do drzwi. Stał w nich nowo poznany chłopak.
-Hej.-szepnęłam.
-Cześć.
-Wychodzę.-zwróciłam się do mamy siedzącej w pokoju obok na co w odpowiedzi dostałam ciche "pamiętaj, zadzwoń!"
Wyszłam za drzwi a moim oczom ukazał się srebrny sportowy samochód.
-To twoje?
-Tak. Co taka zdziwiona?
-Jesteś bogaty?-zapytałam bezmyślnie.
-Wiesz, ojciec mi kupił na szesnastkę.
-Przepraszam.
-Za co ??-zdziwił się.
-Że zapytałam.
-Nieważne.-machnął ręką.-Wsiadaj.-otworzył mi drzwi.
-Gdzie mnie wieziesz?-zapytałam.
-Nie wiem.-uśmiechnął się niepewnie.-A gdzie chcesz?
-Nie mam pojęcia.
-Mam pomysł.
-Jaki??-byłam cholernie ciekawa, nie ukrywam.
-Zobaczysz.
Potem jechaliśmy w ciszy dobre pół godziny.Nagle on powiedział:
-Dziwnie bym się czuł, jadąc w aucie z nieznajomą osobą.-to co powiedział dla mnie nie miało sensu, ale cóż.-Więc opowiedz mi coś o sobie.
-Tylko co? Nie ma we mnie nic ciekawego.-chłopak zacisnął mocniej ręce na kierownicy i odwrócił na chwilę głowę w moją stronę.
-Gdyby nie było w tobie nic intrygującego-dał nacisk na ostatnie słowo.-czy teraz bym z tobą rozmawiał?
-Nie wiem.-prawdopodobnie zaczerwieniłam się.
-Wiesz, inne dziewczyny z tej klasy są takie puste.-popatrzył przed siebie.-Ale nie ty.-poczerwieniałam.
-Jestem...hmm...zaszczycona ?-wykrztusiłam.
-Ciekawe dlaczego?-uśmiechnął się złośliwie.-Opowiedz mi o sobie.-powtórzył.
-No to tak...Jestem Ewelina,mam 17 lat, żyję swoim życiem i bla bla bla.-powiedziałam monotonnie po czym zachichotałam.
-Wiesz, że nie o to mi chodziło.
-To co chcesz wiedzieć?
-Czy naprawdę jesteś taka nieśmiała czy udajesz?-po jego pytaniu zakryłam twarz dłońmi.
-Jestem jaka jestem,wstydzę się z tobą przebywać,bo mam przeczucie że według ciebie jestem jakąś idiotką która nigdy nic nie mówi. Po prostu cię "lubię" ok? Jesteś jedyną normalną osobą na tym świecie, no nie licząc Kat....-mówiłam szybko wyrzucając z siebie wszystkie uczucia.
-Popatrz na mnie.-odsłonił moją twarz.-Też. Cię. Lubię. Bardzo.
-Justin, przepraszam.
-Nie. Nie masz za co.
-Nieważne. Teraz ty powiedz mi coś o sobie.
-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Bo odejdziesz.
-Skąd to niby wiesz wiesz.?
-Wszystkie odeszły.
-Ja tego nie zrobię. Mów.
-Ale obiecasz?
-Tak.
-No więc do piątych urodzin żyłem normalnie. Gdy miałem sześć lat moja mama umarła. Potem tata nie dawał sobie ze mną rady...Oddał mnie do dziadków.Tam moje życie się zmieniło. Miałem momenty kiedy myślałem że jak się zabije i tak nikt nie zauważy. Wtedy pojawiła się ona. Miała na mnie zły wpływ,ale ja nie zdawałem sobie z tego sprawy. Wciągnęła mnie w narkotyki. Chciałem przestać ale coś nie pozwalało mi tego zrobić. Dziadek nie wytrzymał.Oddał mnie do ojca,a ten do ciotki. I tak się błąkałem po domach. W końcu przyjęła mnie daleka ciocia której nawet nie znałem. Zacząłem pić. Zanim się opamiętałem wywalono mnie ze szkoły. Teraz jestem tutaj.-łzy pojawiły się zarówno w moich jak i jego oczach.
-Boże,nie wiedziałam.
-Błagam nie idź.
-Nie idę. Nigdzie.
-Co?
-To. Chcę ci pomóc.-historia Justina mnie wzruszyła. Ten chłopak miał okropne życie, które ja chciałam naprawić, dlatego postanowiłam zostać. Nie dla jego pięknej twarzy, czy hipnotyzujących oczu. Dla niego samego.
#end.
Podobało się? Dziś trochę dłuższy rozdział i bardziej 'osobisty'. Gdzie Justin zabiera Ewelinę i co z tego wyniknie? Dowiecie się za niedługo. :)
Ola.
cudowne. ciekawe gdzie on ją weźmie? i kim jest ta 'ona' ??? fajnie,fajnie. czekam na następny
OdpowiedzUsuń